Trójkąt... bo ja kocham dwie osoby

Żyjemy w społeczeństwie, w którym związek to dwie osoby. Tak funkcjonują małżeństwa, nieformalne pary, związki osób homo i hetero. Jednak gdzieś obok istnieje kultura, w której można mieć dwie żony, a nawet więcej niż dwie. Żony te jakoś z tym żyją, akceptują to – tak, jak i całe społeczeństwo muzułmańskie. My myślimy sobie – cóż odległa kultura... w Polsce tego nigdy nie było. A jednak i Europejczycy fantazjują o trójkątach, i to nie tylko od 10 lat, ale od całych setek.

Kto powiedział, że trójkąty są złe?

Zakładamy z góry, że jedyną normalną związkową konstelacją jest para. Żyjemy w parach. Znamy pary. Trójkąty i wszelkie inne wielokąty już z definicji są zepsute i podejrzane. Mam tylko jedno pytanie – dopóki ktoś nie spróbował – to skąd wie, że to jest be, złe i w ogóle nie działa? Może działa, brak tylko sprzyjających okoliczności albo zaufanych znajomych, którym można powiedzieć? Czasem, być może, trójkąt jest jedyną możliwością kochania dwóch osób. Bo to się chyba czasem zdarza, prawda? Zdarza się kochać dwie osoby?


Średniowieczna fantazja o trójkącie

Jedną z najbardziej znanych par kochanków (pomijając, oczywiście, Romea i Julię) są Tristan i Izolda. Kochali się oni bardzo, wypili magiczny napój miłosny, zostali kochankami, wiele przecierpieli z miłości i dla miłości i umarli razem. Tyle pamiętamy. Szkopuł tylko w tym, że Izolda wciąż była żoną króla Marka. Dramatem tego średniowiecznego trójkąta była miłość. Otóż – Marek kochał Tristana, a Tristan Marka, Izolda kochała Tristana i Tristan ją kochał, Izolda kochała też Marka – również z wzajemnością. Każdy każdego kochał i nikt nie chciał drugiego ranić. Gdyby tylko mogli żyć w trójkę – nikt nie był by poszkodowany, a średniowieczna opowieść pomniejszona byłaby o łzy i cierpienie. A Tristan nie ożeniłby się tylko dla zasady z kobietą, która nic dla niego nie znaczyła. Koniec końców, to w król Marek – zdradzany mąż – pochował Tristana i Izoldę we wspólnym grobie.


Tristan i Izolda tysiąc lat później...

Dziś trójkąt bardziej kojarzy się z seksem, niż z miłością. Ale mogę się założyć, że wciąż po świecie chodzi wielu królów Marków. Miłość w końcu jest ślepa, więc możemy zakochać się w jakiejś osobie, nawet jeśli jesteśmy już w związku. Jednak – co dalej? Zwalczać w sobie tę miłość? Porzucić obecnego partnera? A gdyby fascynacja była trójstronna – to może po prostu być razem? O tym, by być w trójkę zdecydowała na przykład Irena Krzywicka – przedwojenna pisarka. Wyszła ona w wieku lat 24 za pana Krzywickiego, „z przyjaźni”. Małżeństwo ich uważała za bardzo udane. Kiedy poznała Boya Żeleńskiego – pokochała go i związała się z nim... w pewien sposób, gdyż i Boy miał żonę... którą również kochał i szanował. A jego żona tworzyła parę z Witkacym, który pomieszkiwał w domu Boyów. Tak więc – i wilk był syty, i owca cała. Irena mogła być szczęśliwa i z mężem, i z kochankiem.


Znane trójkąty...

Chociaż wiele osób wybitnych żyło latami w trójkątach i w szczęściu, wiedza o tym szczęściu ginie w atmosferze skandalu. A może trójkąt lub związek kilku osób, które się kochają, jest jakimś wyjściem, żeby nie rozstawać się z kimś, kogo kochamy, a za to pomnożyć miłość? Być może trzeba się w takim związku wznieść na wyżyny człowieczeństwa i wyzbyć zazdrości i zaborczości, ale czasem może się to opłacić?