Zdrada stara jak świat... za jedyne 29,90

Czy on cię zdradził? Czy nadal cię zdradza? Czy ma kochankę? A może kochanka? Czy ma romans? Czy się zakochał? Czy to tylko miłostka? Czy to jednorazowy skok w bok, który nic nie znaczy? Czy powinnaś się zemścić i zdradzić w odwecie?

Zdrada za jedyne 29,90

Zdrada. Tak... Internet ocieka od takich informacji. Oferuje możliwość śledzenia ukochanego. Internetowe odpowiedzi na pytanie, czy zdradza, to jedyne 29,99 bez VAT. Jak mówił Argentyńczyk w Moulin Rouge – gdzie nie ma zaufania, nie ma miłości. A zastanawianie się, czy zdradza, czy nie zdradza – doprowadzi cię do szaleństwa. Więc może na chwilę porzućmy obsesyjne myślenie o tym, czy zdradza, czy tylko tobie się wydaje, że zdradza. Zajmijmy się zdradą jako taką, a być może od tej pory będziesz patrzeć na nią inaczej.


Podwójna moralność XIX wieku i zdrada

W XIX wieku mężczyźni nagminnie zdradzali swoje żony. Wiek ten absolutnie nie sprzyjał ani miłości (małżeństwa kojarzone), ani seksualności (masturbacja była uważana za chorobę, leczyło się ją np. usunięciem łechtaczki, kobiety uważano za aseksualne, oziębłe). Ale ludzie mieli swoje potrzeby seksualne. Mężowie najczęściej realizowali je w objęciach prostytutek. Podaje się, że w XIX wieku – wieku wzmożonego popytu na prostytucję, jedna córa Koryntu przypadała na 12 mężczyzn. Kobiety najczęściej były zdradzane regularnie i dobrze o tym wiedziały. Musiały patrzeć na to przez palce, bo mężczyznom było wolno. Kobieta miała prawo do rozwodu, tylko jeśli mąż sprowadził kochankę do domu. Ale to z nim po rozwodzie zawsze zostawały dzieci, która więc na taki rozwód by się zdecydowała? Kobiety oczywiście były objęte zupełnie innym kodeksem moralności niż mężczyźni, ale czy nie zdradzały? Zdradziła choćby Anna Karenina...


Zdrada małżeńska w XX-leciu

Zdrada małżeńska w Polsce w XX-leciu była na porządku dziennym. Była po prostu wpisana w instytucję małżeństwa, tak jak dziś w małżeństwo wpisany jest rozwód. Samo małżeństwo było też pewnym „obowiązkiem”. Samotnej kobiecie jeszcze w połowie XX wieku trudno było się utrzymać, w XIX w. było to niemożliwe, a na początku XX wieku – bardzo trudne. Kobieta po prostu musiała wyjść za mąż. A małżeństwa, przynajmniej niektóre, były jeszcze kojarzone. Na dodatek rozwód był często niemożliwy. Małżeństwa były kościelne. W przypadku katolików – żeby para mogła się rozstać, trzeba było albo unieważnić małżeństwo (katolicyzm nie zna rozwodów), albo zmienić religię. Bardzo często osoby, które chciały się rozstać i powtórnie z kimś pobrać, zmieniały religię (na judaizm, protestantyzm). Ale na zdradę i tak, i tak było duże przyzwolenie społeczne. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni mogli zdradzać.


Zdrada współcześnie

Przez stulecia ludzkość na zdradę patrzyła przez palce. Na zdradę, też i głównie małżeńską – było duże przyzwolenie. Obecnie jest ona piętnowana. Często staje się powodem poważnych kryzysów, a nawet i rozwodów. Cóż, świat się zmienia. Przysięgamy „miłość, wierność i uczciwość małżeńską” i wymagamy. Jednak dziś, kiedy średnia długość życia dobiega siedemdziesiątki, małżeństwo zawarte w wieku lat 20 musi przetrwać pół wieku! Kiedyś, znów nie tak dawno, bo jeszcze na początku wieku, kobiety, umęczone porodami i ciężkim życiem, umierały w wieku lat 35-40. Gdyby było tak do dziś, te, co wyszły za mąż mając 23-24 lata, byłby w związkach najdłużej 16-17 lat. O wiele łatwiej pozostać wiernym przez 15 lat, niż przez 50 lat. O wiele łatwiej patrzeć jak w obrazek w partnera, który wciąż jest młody i atrakcyjny.


Zdrada a świadomość

Wiele osób wchodzi w związki, zupełnie nie będąc do tego przygotowanymi. Nie umiemy wyrażać swoich emocji, komunikować potrzeb, negocjować. Powtarza się frazesy o kompromisach i dobrym porozumieniu, ale nikt nie wie, o co konkretnie chodzi z tymi kompromisami. Brakuje nam świadomości tego, kim jesteśmy i czego chcemy. Jesteśmy jak statki, które dryfują tam, gdzie zniosą je prądy. Jeśli związek jest takim statkiem, bez sternika i kapitana – o wiele łatwiej jest przesiąść się na statek kogoś innego, bo przecież i tak nie wiemy, gdzie chcemy dopłynąć. Zdrada jest więc następstwem tego, jak żyjemy – pogoń za pieniędzmi, seksem, kolejnymi dobrami, które można kupić i wyrzucić. Więc zamiast zastanawiać się „czy on mnie zdrada” być może czasem trzeba się zastanowić: a czego ja chcę?


Monogamia, poliamoryzm, zdrada...

Żyjemy jakoś tak w przekonaniu, że wszyscy powinni być monogamiczni. Bo wiadomo, że w życiu to różnie bywa. Jednak poligamia znana jest w wielu kulturach i nikogo tam nie oburza, że mój mąż sypia z jeszcze inną kobietą, bo ta inna to też jego żona. Jeszcze innym wyjściem na ominięcie zdrady jest zdeklarowanie się jako istota poliamoryczna – czyli taka, która może mieć kilku partnerów naraz. Nie jest to tak odległa wizja, wszak większość z nas pamięta komedię „Och, Karol”, która świetnie przybliżyła pojęcie poliamoryzmu wszystkim Polakom, chociaż nikt postępowania bohaterów nie określiłby wtedy takim terminem.


Tak więc, wszyscy zdradzani, zdradzający i podejrzewający – może po prostu zdradę zastąpmy jakiś innym słowem, a problem zdrady zniknie jak ręką odjął.