Pranie i sprzątanie, czyli partnerstwo w praktyce

Wydaje się, że dla kobiet słowo „partnerstwo” jest oczywistą oczywistością. Toż w naszych czasach, w XXI wieku, tylko związek partnerski ma szansę przetrwania, tylko on nas interesuje o tylko w takim chcemy żyć. Spotykamy tych pięknych blondynów, cudownych brunetów, sympatycznych rudnych. Oni też powtarzają słowo „partnerstwo”. Są naszymi partnerami w tańcu, są cudownymi kochankami, mamy partnerski związek. Związek nowoczesny, związek stabilny, związek przyszłościowy. Do czasu, aż nasz partner będzie musiał posprzątać łazienkę.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego wszyscy używamy słowa „partnerstwo”, frazy „związek partnerski”, a potem nagle się okazuje, że on jednak nie do końca jest zainteresowany zmywaniem, gotowaniem i prasowaniem? Że nagle się okazuje, że on nawet nie potrafi włączyć pralki? Że na wzmiankę o opiece nad dzieckiem robi mu się słabo? I dlaczego uważa, że to wszystko jest ok?


Powodów jest wiele i na pewno nie opiszę tutaj wszystkich, ale skupię się na tych według mnie najistotniejszych.


Wychowanie a partnerstwo

Przeciętny polski dom, szczególnie wtedy, kiedy twój partner był chłopcem, raczej nie realizował modelu partnerskiego. Ojciec twojego faceta może i umie ugotować i posprzątać, ale czy traktuje te czynności jako codzienność oraz obowiązek? Czy to jednak zawsze panią domu chwali się za pyszną zupę i gani za kurz na telewizorze? Jeśli twój partner wychował się w rodzinie, która bardziej pasuje do tradycyjnego wzorca rodziny, z tradycyjnym podziałem ról, to bardzo trudno (co nie znaczy, że jest to niemożliwe!) będzie się mu przestawić na model partnerski. Nawet nie dlatego, że jemu się nie chce. Nie. On może czasem nie wiedzieć. A mężczyźni bardzo rzadko przyznają się do tego, że czegoś nie wiedzą, nie potrafią. Na twoje pytanie „dlaczego pranie nie zrobione?”, on może odpowiadać: „nie miałem czasu”. Ale być może on kompletnie nie wiedział, jak się do tego zabrać.  


Kolejna rzecz to pochwały i nagany. Wróćmy do przykładu z praniem. On zrobił to jak umiał, wrzucił wszystko, co znalazł do pralki, zasypał proszkiem, i nastawił pranie. Ty za głowę się łapiesz, że wyprał twoją koronkową białą bieliznę razem ze swoim umorusanym polarem i czerwonym farbującym T-shirtem w 90 stopniach? Ale on zrobił to, jak umiał. Naturalne jest, że go okrzyczysz, a przynajmniej zapłaczesz nad swoim komplecikiem z koronek, który nadaje się już tylko na śmietnik. Po tym złym doświadczeniu i twoim pomstowaniu na jego głupotę, on już nigdy nie podejdzie do pralki. Pralka to dla niego będzie potwór, smok ziejący ogniem, którego nie da się ot tak pokonać... Jego ojciec (w najlepszym wypadku) opowiadał mu o pszczółkach i kwiatkach, o tym, jak zreperować dach i założyć prezerwatywę, nie o tajnikach prania. I oto efekt.


Oczywiście – jeśli oboje chcecie, to on cię nauczy jak zmienić pasek klinowy, a ty go nauczysz jak robić mielone, i on się w tych mielonych będzie specjalizował, ale to chwilę potrwa. Gdyż wchodząc do domu, często nieświadomie będzie zalegiwał z gazetą przed telewizorem – jak jego tata, i dopiero twój telefon „czy zrobiłeś obiad, umyłeś okna i wywiesiłeś pranie?” przypomni mu na co się umawialiście.


Kultura a partnerstwo i mąż w fartuszku

Chciał nie chciał, mieszkamy, gdzie mieszkamy, wychowali nas tacy a nie inni ludzie, i takich a nie innych mamy za sąsiadów i współpracowników. Niby świat się zmienia, ale facet zmieniający pieluchy to nadal bohater, a nie zwykły mąż i tata. Kobiety chcą od partnera zaangażowania w życie domowe, wychowanie dziecka, dbanie o związek – czyli we  wszystkie te czynności, które nasze babki i prababki odbębniały same. Partnerstwo jest wychwalane w mediach, ale koledze z pracy łatwiej zaimponować nowym samochodem, niż tym, że razem z dziewczyną sprzątają i wieszają pranie. Wciąż jeszcze istnieje określenie „pantoflarz”. A kto chce być tym wziętym pod pantofel?